Torturowani on-line: Torturowanych:
 

MOJE ODPOWIEDZI

Nie jestem złym człowiekiem, jak to wyobrażają sobie różni ludzie, zadając mi nieraz idiotyczne i denerwujące pytania, że sam bym nawet o takich nie pomyślał, m.in. … „Jak można to wszystko pokazywać”?! – aż mnie czasami z tych nerwów trzepie! Powtarzam to wielokrotnie wszystkim i tak będę robił do końca swej katowskiej zabawy:

… „Nie jestem żadnym sadystą, okrutnikiem, żądnym ludzkiej krwi, bólu, śmierci i wcale nie mam takich skłonności, ani zamiaru, jak to próbują sugerować mi różni ludzie na pokazach. Jestem odtwórcą postaci kata i hobbystą jego narzędzi tortur i cóż w tym złego? Tak jak inni hobbyści mają przeróżne zainteresowania i zbiory, tak ja mam swoje - katowskie! Metody katowskie są nadal dla mnie wciąż niezrozumiałe, jak ktoś taki mógł być maszyną do zadawania bólu, cierpienia i do zabijania, w imieniu wiadomych interesów różnych doktryn, grup społecznych, religijnych, itp! Ja tak naprawdę nie mógłbym być takim okrutnikiem, bo oprócz much, komarów, pająków oraz ostatnio świątecznego karpia (jako kat, teraz w domu mam przechlapane i muszę się strasznie męczyć przy jego zabijaniu - uff!), niczego w życiu nie zabiłem, chociaż w wojsku mnie tego właśnie uczono! Dzisiaj odtwarzając tą historyczną postać, lubię się po prostu dobrze zabawić w odtwórstwie historycznym, a przy tym dawać żywe lekcje historii i to w sposób naturalny – w formie „żywej katowni”, a wszystko z humorem, bo inaczej nie da rady! Jak już wcześniej pisałem, pragnę zwrócić uwagę dzisiejszemu społeczeństwu, w jakich strasznych czasach żyli nasi przodkowie, gdzie człowiek się nie liczył i był mało wartościowy, zwłaszcza jego ciało. Ból, cierpienie i śmierć w owych wiekach nic nie znaczyło i było normalnością, a kat za społecznym przyzwoleniem i zgodnie z prawem, przez wieki szalał sobie w katowni i na szafocie. Dzisiaj dla mnie jest to wspaniała zabawa, odskocznia od dzisiejszej rzeczywistości. Można tu na żywo zaobserwować zachowania różnych ludzi i wiele się dowiedzieć o ich reakcjach, a są bardzo ciekawe, z których ciągle wyciągam życiowe wnioski i wciąż się doskonalę - nie tylko, jako bracki kat. Z czasem, jak będą dochodzić nowe repliki narzędzi kata, wrażeń i adrenaliny będzie o wiele więcej - zapewniam! Któżby inny mógł by to wszystko innym przedstawiać, jak właśnie nie bracki kat, który jest symbolem ówczesnej sprawiedliwości, a na dzisiejszych festynach miejskich i turniejach rycerskich, najlepiej się w tym temacie porusza i jest zawsze najczęściej oblegany – przynajmniej ja!” …

KTO MNIE ZNA

Dawniej - kat był osobą marginesową, miał swoje odrębne miejsce - zwykle izolowany od reszty społeczeństwa. Chociaż wszyscy bardzo dobrze go znali, to nie chcieli z nim utrzymywać bliskich stosunków międzyludzkich, a już jego dotykać, czy z nim popijać – to przynosiło ujmę na honorze każdemu, kto się z nim spotykał, a także i jego rodzinie.

Dzisiaj - moja osoba, rozpoznawalna jest wśród mieszkańców Nysy, nie tyle z racji wykonywanego zawodu, ale prędzej i w większości kojarzona jest z bracką postacią kata w Nysie. Znana jest także mieszkańcom wielu innych miejscowości oraz braci rycerskiej, nie tylko na Dolnym Śląsku? W Nysie, mieszkańcy najczęściej rozpoznają mnie na ulicach, w sklepach i innych miejscach, gdzie witają mnie z uśmiechem i takimi oto tekstami - nie złośliwie, broń Boże!: „Witaj bracie-kacie!”, „A co tam u kata!”, „Kacie czyń swą powinność!”, „Nie ma jak u kata”, „Cześć kacisko”, „Patrz, kat idzie”, a np. w sklepie mięsnym: „Kacie, dzisiaj krwi brak” lub ostatnio w szpitalu: „No kacie, dzisiaj bez znieczulenia!” - może usłyszę jeszcze jakieś inne, to zaktualizuję? To bardzo fajne, miłe i pozytywne, że nie jestem izolowany od społeczeństwa, jak dawniej – wręcz przeciwnie, ludzie mają do mnie duży szacunek i dla moich katowskich poczynań!

kat Jurko z Nysy